Kolarze też mieli swój wielki maraton

Grecy zbudowali w Faleronie nowy, wyścigowy tor kolarski. Nad torem wznosiła się loża królewska, z której oglądał olimpijskie wyścigi również król Serbii, bawiący wtedy z wizytą w Atenach. Wyraźną przewagę mieli Francuzi Paul Masson i Leon Flameng. Masson zwyciężył na krótkich dystansach- 2000 metrów i 10 000 metrów i 100km. W tym wyścigu wystartowało wprawdzie 9 zawodników, ale do mety dojechał jeszcze tylko Grek G. Kolettis, który miał 12 okrążeń straty. Również kolarze mieli swój maraton. Trasa 87 km prowadził z Faleronu do Maratonu i z powrotem. Jechano po kiepskich drogach, mnożyły się więc liczne wypadki. Mocno pokrwawiony, cały we krwi metę osiągnął Grek Aristidis Konstantinidis w czasie ponad 3 godzin. Szosowy, indywidualny wyścig olimpijski zawsze ma swoją wielką dramaturgię. Na ostateczne rozstrzygnięcie zawsze może mieć wpływ kraksa lub defekt roweru na szosie. Wyścig był szalenie emocjonujący. Grek zasłużył na zwycięstwo. Dwadzieścia minut później dobił do mety Niemiec August Goedrich. Padając uszkodził rower i nie mógł kontynuować wyścigu, wtedy któryś z widzów pożyczył mu swój i tak Niemiec dość szczęśliwie zdobył medal. Goedrich nie był oficjalnie w niemieckiej ekipie poróżował jako wolny strzelec niemniej jednak medal olimpijski zdobył dla Niemiec.