Część IV

Gdzie można znaleźć ludzi związanych duszą z klubem i tych drugich, wiążącą miłość do klubu w okazywaniem tego innymi formami niż tylko gorący doping na meczach? Szukać nie trzeba daleko. Wystarczy jechać do Łodzi (choć nie trzeba bo w najbliższych okolicach też jesteśmy tego światkami, może nie tak defensywnie, ale jednak zawsze….) Każda dzielnica identyfikuje się z jakimś klubem. Wszędzie znajdziemy napisy za lub anty „Widzewowi” lub „Łks-owi”. Wszędzie znajdziemy ślady działalności pseudokibiców. Na meczach poza meczami, nie ma różnicy. Hooliganem w mniejszym lub większym stopniu jest się 24godziny na dobę. Są hooliganie mniej szkodliwi, którzy nie robią żadnych wandalskich akcji, zajmują się tylko ustawkami i „uatrakcyjnianiem” meczów. I hooliganie bardziej szkodliwi, którzy niszą, demolują biją się i robią wszystko co złe dla dobrej zabawy na imprezach sportowych i w szary, normalny dzień. Czy da się temu zapobiec? Raczej nie Ci ludzie mają to już tak głęboko zakorzenione we krwi, że nie da się już ich z tego wyrwać. Nadal będą to robić i mimo wszelkich akcji podejmowanych przez policje, organy strzegące prawa nie zdołają zmienić psychiki tych ludzi. Mogą zapobiegać ich niektórym akcjom, powstrzymać, przed wyrządzeniem szkód, nic więcej nie mogą zrobi. Musiałby zdarzyć się zbiorowy cud, aby nawrócić tych ludzi na właściwy tor bycia kibicem. Miłość do drużyny piłkarskiej to nic złego. Obserwując złe zachowania innych musimy tylko starać się, aby nie stać się jednym z tych złych kibiców